Forum

Musisz się zalogować jeżeli chcesz umieszczać wpisy i zakładać tematy.

Fleurop-Interflora World Cup 2015 czyli szturm florystów na

12

Fleurop-Interflora World Cup 2015 czyli szturm florystów na Berlin.

Spragnieni florystycznych wrażeń i gorącego dopingu reprezentanta Polski, z niecierpliwością czekaliśmy na 13 czerwca 2015 r. Tego dnia, bardzo wczesnym rankiem, nadeszła wreszcie upragniona chwila wyjazdu, na florystyczne mistrzostwa świata. Co prawda, wiedzieliśmy już z Internetu, że Zygmuntowi Sieradzanowi nie udało się wejść do pierwszej dziesiątki ale wciąż byliśmy żądni widoku mistrzowskich prac. Wyruszyliśmy z Warszawy: Ania, Beata, Dorotka, Diana, i ja oraz nasz sympatyczny kierowca, pan Paweł. Po drodze, z innych miejscowości zabraliśmy jeszcze Adama i Agnieszkę.

Z podnieceniem, radością i nadzieją na wspaniały dzień, zbliżaliśmy się z umiarkowaną prędkością do stolicy Niemiec. Wspomnę jeszcze, że przed wyjazdem mój przesądny mąż zapytał się czy nie mam obaw, że wybieram się w taką podróż trzynastego, ale puściłam tę uwagę mimo uszu. Może trzeba było się bardziej zastanowić nad słowami mojego małżonka i zostać w Warszawie? A może dobrze, że nie jestem przesądna bo inaczej nie doznałabym tylu emocji?

Wracając do naszej wyprawy. Zaczęliśmy czuć drobny niepokój dojeżdżając do końca trasy wpisanej w GPS. Berlin, duże miasto, ściany ulic w graffiti, sucha zieleń na skwerach, wrażenie zaniedbania i braku porządku burzyło stereotyp niemieckiego „ordung`u”. Minęliśmy Lidla, Real, BonPrix, Deichmana i kilka innych znanych sklepów, pracownicze ogródki działkowe, a nigdzie śladu wydarzenia o światowym zasięgu, co prawda w niszowej branży ale jednak światowego formatu. Żadnych banerów, flag, drogowskazów. Gdy wreszcie dotarliśmy do celu, w pierwszej kolejności ukazał nam się pchli targ ze starymi rupieciami, a następnie, na końcu uliczki zobaczyliśmy baner i kilka flag mistrzostw. Wiedzieliśmy już, ze to tu. Było przed godziną 12.00.
Przed kasą kłębił się spory tłumek ludzi więc Beata została wydelegowana do zakupienia biletów. Reszta towarzystwa stała zadowolona w grupie, nie mogąc się doczekać florystycznych super doznań.

I wtedy spadł na nas kubeł, a nawet wanna zimnej wody. Wróciła Beata i mówi, że nie ma biletów. Nasze miny musiały być bezcenne, Nie mogliśmy zrozumieć jak może nie być biletów, o godzinie 12.00 na imprezę, na którą ściągają ludzie z całego świata. My co prawda przyjechaliśmy z Warszawy, ale obok nas stali zadziwieni Japończycy i parędziesiąt osób innych narodowości. Znajomy, będący na imprezie od paru dni, w kontakcie telefonicznym informował, nas, że nie ma żadnych problemów z wejściem, a tu taka niemiła niespodzianka. W tym samym czasie, blisko nas zatrzymał się autokar na gdańskich numerach rejestracyjnych, z którego wysiedli Polacy, równie zawiedzeni brakiem biletów. (Tu serdecznie pozdrawiam gdańskich fanów florystyki 😆 , miło było ich spotkać, chociaż w tak niesprzyjających warunkach).
Pełni niepewności udaliśmy się „reprezentacyjną” drogą, w stronę wejścia na światową wystawę, mijając stare krzesła pchlego targu i coś co przypominało warsztat samochodowy. Pierwsze wrażenie wyglądało tak:

Informacja była jasna: kąpielisko na prawo, Fleurop na lewo. Dla pewności napiszę, że ten tłum na zdjęciu to nie byli miłośnicy kąpieli. Okazało się, że w większości są to ludzie z kupionymi biletami, których też nie wpuszczono gdyż przyszło za dużo osób i hala wystawowa nie mieści takiego tłumu.
Zabawne było też to, że pomiędzy osobami stojącymi w kolejce na wystawę chodzili ludzie w strojach kąpielowych, klapkach , szlafroczkach, a wejście na salę wystawową prowadziło po piaseczku, przez kawałek plaży obok barku. Jednym słowem było bardzo „światowo”:?

Wejście na Mistrzostwa Świata

Wściekłość rozżalonego tłumu rosła z każdą chwilą. Próbowaliśmy czegoś się dowiedzieć, postarać się aby nas wpuścili, aby te przejechane kilkaset kilometrów nie poszło na marne. Niestety bez efektu. Jedyną rzeczą, wskazującą na zainteresowanie organizatorów tej międzynarodowej imprezy zawiedzioną widownią, było wysłanie w ten tłum młodych wolontariuszy, którzy za darmo rozdawali osobom stojącym w kolejce lody i wodę. Biorąc pod uwagę koszty jakie ponieśliśmy na zorganizowanie wyjazdu – była to najdroższa kulka lodów jaką zjadłam w życiu :bangin:

Po godzinie stania i oglądania tłumu ludzi wokół, doszliśmy do wniosku, że jednak nie mamy szans na wejście i albo możemy wracać do Polski, albo zwiedzić coś innego w Berlinie. Jako, że wszyscy byliśmy miłośnikami kwiatów i roślin ogólnie – wybraliśmy ogród botaniczny ze wspaniałymi szklarniami. Okazało się, że to był strzał w dziesiątkę. Zarówno ogród jak i szklarnie okazały się niezwykle ciekawe, piękne i dostarczyły nam wielu wrażeń.

W drodze do ogrodu minął nas samochód z plakatem zapraszającym widownię na Fleurop-Interflora World, co w naszej sytuacji było irytujące.

Oto namiastka fotograficzna z pobytu w ogrodzie botaniczntm, która wierzcie, nie oddaje całego uroku roślin, które spotkaliśmy.

Po kilku godzinach oglądania, kiedy już nasyciliśmy się pięknem przyrody, postanowiliśmy spróbować wykonać drugie podejście do Fleurop-Interflora World 2015. Wróciliśmy pod halę wystawową i jakież było moje miłe zaskoczenie, kiedy podeszłam do pustego okienka kasowego, poprosiłam o siedem biletów, a pan w okienku odpowiedział „bardzo proszę” i podał mi 7 czerwonych pasków. Bilety były też tańsze niż we wcześniejszych godzinach.

Przeszliśmy więc po plażowym piaseczku na salę ekspozycyjną, gdzie było już niewiele osób zwiedzających i w przeciwieństwie do wcześniejszych godzin, z tłumem widzów, teraz z łatwością można było wszystko obfotografować ze szczegółami.

Jak wiadomo żadne szczęście nie może trwać zbyt długo i po kilkunastu minutach sycenia oczu wspaniałymi pracami mistrzów usłyszeliśmy: „ Prosimy się spieszyć, za piętnaście minut zamykamy wystawę”. Okazało się, że pomimo wielkiego zainteresowania wystawa jest czynna do godziny 17.00.
Zachowałam się wtedy jak rasowy Japończyk i zaczęłam trzaskać zdjęcia wszystkiemu po kolei, ze świadomością, że dokładniej obejrzę wystawę po powrocie do domu.:-)

Siedzę więc dziś przed komputerem i oglądam ze szczegółami wystawę na zdjęciach. Na FB zapewne widzieliście już dużo zdjęć więc tu pokaże tylko te, które w jakiś sposób najmocniej mi utkwiły. Nie wszystkie są dobrej jakości, bo robione w pośpiechu, a w niektórych miejscach wystawa była źle oświetlona. Do najgorszych zdjęć należą niestety fotografie prac zwycięzcy - ponieważ gdy doszłam do jego stoiska wolontariusze zaczęli mnie wypraszać z sali.

1 miejsce: Alex Choi – Korea Południowa

2 miejsce: Neil Witaker Wielka Brytania

3 miejsce Prjo Koppi Finlandia Czyli pachnąca truskawkami ekspozycja na różowym tle.

4kwiaty dzieki za relacje ! czytam i uwierzyc nie moge ze niemcy tak dali d***y ! jakbym tam była to bym sie chyba zaklnęła na smierc...

A teraz ciekawostki.

W tym roku modne okazały się kości: użyli ich Ahti Lyra z Estonii i Chińczyk ni Zhixand, Amerykanin wykorzystał inną część zwierzęcia czyli rogi, co było banalnie amerykańskie 😉

Wszystkie te prace należały do zadania, w którym wśród warunków wykonania było niewykorzystywanie fiolek ani gąbki.
Moją ulubioną pracą w tej konkurencji jest dzieło Kristine L. Gudiksen z Damii, gdzie kwiaty zostały umieszczone w muszelkach.

Zwracająca uwagę była też praca reprezentanta Szwecji, ułożona w wielkim wykałaczkowym kenzanie.

Natomiast publiczność bardzo przyciągała ekspozycja Szwajcara Marca Mullera z dużą formą ze storczyków Phalenopsis oraz jego efektowny bukiet.

Na koniec prace Zygmunta Sieradzana:
Bardzo ciekawa była kompozycja z sukulentami, na przestrzennej konstrukcji z ołówków.

Wracając do naszej wycieczki. Po obejrzeniu prac mistrzów i wyjściu z sali wystawowej doszliśmy do wniosku, że pomimo przygód – był to bardzo udany wyjazd. Teraz, siedząc przed komputerem, wspominam wyprawę i prawdę mówiąc, jestem pewna, że nawet gdyby nie udało nam się obejrzeć ekspozycji z mistrzostw, wyjazd także byłby udany - dzięki jego uczestnikom, w których towarzystwie świetnie się bawiłam.

Dziękuję Wam za wspólna przygodę i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś przeżyjemy razem podobną eskapadę florystyczną, ale na pewno nie do Berlina 😉

Pozdrawiam Joanna.

12
facebook