Forum

Musisz się zalogować jeżeli chcesz umieszczać wpisy i zakładać tematy.

Jak to sie stało ze zajmujecie sie florystyką

dzis mam wene na zadawanie pytan ;), ale uprzedzałam na początku ze będe Was męczyc 😀

ciekawa jestem jak to sie stało ze wsiąknęłyscie w biznes kwiatowy - jak odkryłyscie swoje pasje? Z tego co wyczytałam częśc z Was zaczynała w biurze jak ja :D..

ja kwiaty kochalam od małego, ale mysl o florystyce i układaniu bukietów zakiełkowała mi w głowie dosc późno - scisle mowiac na widok mowiac na widok mojego bukietu slubnego. Wystawały z niego druty i był w innym kolorze niz zamowiłam. Reklamacji nie składałam ale przyszło mi do głowy ze zrobiłabym to lepiej, hehe. No i sie zaczęło 🙂

@kasiapek napisał/a:

zakiełkowała mi w głowie dosc późno - scisle mowiac na widok mowiac na widok mojego bukietu slubnego.

ja mieszkam w domku i ogrodowe bukiety to codzienność i zawsze wypełniają mój dom
u mnie też zaczęło się od bukietu ślubnego tylko że nikt mi mojego wymarzonego nie chciał zrobić a dzisiaj stwierdzam że jest bukietem do zrobienia, chodziłam najpierw sama ze zdjęciem i pytałam i nic (kwiaty to storczyki i róże z kryzą plecioną w warkocz z trawy) nikt się nie zgodził tylko pokazywali swoje propozycje nawet nie usłyszałam dlaczego albo nikt mnie się nie pytał jaka mam suknie może pomogą tylko dostawałam zdjęcia w albumie, przyszłam do domu z płaczem że muszę sobie wybrać inny jednak mój obecny mąż zadzwonił do znajomej która ma kwiaciarnie i mieliśmy iść bo podobno wszystko ok i taki bukiet będzie (byłam tam wcześniej i nic) no i zaczęło się pokazałam zdjęcie i było nie bo drogi powiedzieliśmy że cena może nawet być 1000zł ale musi być taki albo podobny ale to tez nie zmieniło zdania Pani florystki, więc się zawzięłam mamy znajomego który hoduje kwiaty ale doniczkowe pogadaliśmy że chcemy kwiaty cięte aby mam z giełdy od swojego jakiegoś znajomego przywiózł swoją chłodnią bo kwiatów miało być dużo na salę i do kościoła, i tak wpadłam że skoro bukiety do kościoła i na salę robię to sobie też zrobię, no i tak się stało przez rok czytałam książki i oglądałam programy oglądałam gazety, po roku odważyłam się na własną firmę "organizacja i dekoracja wesel "jednak myślałam na początku o współpracy z kwiaciarnia jednak kwiaciarnie mnie nie lubią bo myślą że zabieram im klientów nie wiadomo dlaczego i zaczęłam sama układać kwiaty, teraz zastanawiam się nad kursem, szkołą aby dalej się rozwijać bo kocham to robić.

Troszkę wspomnień:

Dzień dobry! Tak witam każdy nowy dzień, kiedy tylko otworzę oczy bo... to MUSI być dobry dzień, w końcu znów będę doświadczać spełnienia! Kwiaty są moją największą pasją, którą mam możliwość uprawiać codziennie, jednocześnie spełniając się zawodowo! A wszystko zaczęło się dość dawno... W połowie lat dziewięćdziesiątych zaczęłam interesować się kwiatami, sztuką ich układania, opieką nad nimi. Zaczełam kolekcjonować czasopisma i książki branżowe, niestety nie było tego za wiele, a mimo to z każdym przeczytanym wersem coraz bardziej się zakochiwałam... Zakochiwałam się we Florystyce.

Im więcej dowiadywałam sę o kwiatach tym bardziej chciałam poznać istotę rośliny, jej fizjologię, budowę, wymagania, dlatego po ogólniaku (XXXIX LO w Łodzi, niestety już nieistniejące) wybrałam studia bilogiczne, podczas których obrałam kierunek na botanikę. Tak, z wykształcenia jestem botanikiem, a ściślej geobotanikiem (zdobyłam tytuł magistra na Uniwersytecie Łódzkim, na kierunku Biologia, w Katedrze Geobotaniki i Ekologii Rośłin); po studiach śmiało mogę przyznać, że znam się na roślinach, na ich wymaganiach, na ich fizjologii. Chciałam rozpocząć pracę w zawodzie, niestety się nie udało... Przede mną rysowała się niezbyt określona przyszłość, w pośredniaku zaproponowano mi staż w firmie motoryzacyjnej... a ja nawet nie mam zamiaru iść na prawo jazdy, ledwo powtarzam nazwy samochodów... Bezrobocie... Nigdy!

Od niepamiętnych czasów uwielbiałam wyżywać się artystycznie: malowałam obrazy, lepiłam z gliny, zdobiłam butelki, robiłam biżuterię, wymyślnie pakowałam prezenty, lepiłam anioły z masy solnej, zajłęam się decoupage'm... I ja miałabym spędzić życie w jakiejś tam firmie motoryzacyjnej? Zaczełam kombinować, jakby tu połączyć wszystko co kocham w jedną całość... Mój mąż Michaś któregoś razu zażartował: otwórz kwiaciarnię!

TAK! To był strzał w 10! Ale chwilkę! Żeby otworzyć kwiaciarnię potrzebna jest przede wszystkim wiedza dotycząca warsztatu florysty i układania kwiatów! Teorię to ja poznałam już dawno, powyciągałam stare magazyny, dokupiłam kilka nowych... Ale co z praktyką? aaaaaaaaaaaaaaaaa! Znalazłam kurs bukieciarstwa w łódzkiej Akademii Florystyki. Pierw odbyłam kurs podstawowy, po którym stwierdziłam: otwieram kwiaciarnię, dam radę! I stało się! 15 października 2008r wszedł do mnie pierwszy Klient, pan, na szczęście? Na pewno! Dziękuję! Później przyszedł czas na kurs zaawansowany zwieńczony egzaminem i otrzymaniem tytułu zawodowego Bukieciarz. Planuję kontynuować naukę, jednak ta nauka sporo kosztuje... Chciałabym móc kiedyś wstąpić w szeregi uczniów Akademii p. Marioli Miklaszewskiej. Może się uda?

Kocham to co robię, wkładam w to całe moje serce, oddaję całą duszę i... najchętniej podzieliłabym się tym wszystkim z każdym człowiekiem, a że nie jest to za bardzo możliwe to dzielę się ty z Wami, moimi Klientami (nie bardzo lubię to słowo, za które przepraszam, moi Drodzy)!

Jak tylko mam czas - staram się uczestniczyć osobiście w najważniejszych wydarzeniach florystycznych w Polsce, biorę udział w szkoleniach, warsztatach, pokazach - z których wynoszę mnóstwo nowej wiedzy i piękne inspiracje, które potem przekazuję Wam w postaci nietuzinkowego bukietu na urodziny Babci, niepowatarzalnej kompozycji w naczyniu w podziękowaniu dla szefowej, oryginalnej wiązanki ślubnej i całej oprawy florystycznej tego najpiękniejszego dnia życia każdego z nas...

Parvi,piękna opowieść!!! zazdroszczę ci tylko tego że odkryłaś swoją pasję tak wcześnie :smileyflower:
u mnie to był całkowity przypadek .oczywiście jak wszystkie na forum zawsze coś tam kleciłam dla siebie i znajomych ale żeby zawód-nieee
zresztą jak to w woj. łódzkim było-włókiennictwo to przyszłość.
tak też ja jestem wyspecjalizowanym włókiennikiem ze specjalnością tkactwo artystyczne-ale jazda.
potem jak ustrój w naszym pięknym kraju pozwolił otworzyliśmy ze ślubnym osobistym firmę krawiecką, i tak dociągnęliśmy do 2005. zamkneliśmy firmę,zachorowało nam dziecko,małż wyjechał do pracy do niemiec a ja --szpitale ,walka z chorobą córki,ogólnie dół.
i zobaczyłam ogłoszenie na szybie w kwiaciarni "do pracy przyjmę"-pomyślałam że lubię kwiaty, a jeśli nie ruszę do ludzi i nie oderwę się od tych lekarzy i szpitali to zwariuję.weszłam tam i umówiłam sie na rozmowę z szefostwem za dwa dni.
całe dwa dni nie myślałam o sobie inaczej jak per-kretynka, :bangin:
i....przyjęły mnie do pracy(dwie bardzo fajne młode szefowe) co one we mnie zobaczyły do dziś nie wiem.pracowałam u nich niecały rok, ale przez ten czas córkę zaleczono ,skończyła szkołę w indywidualnym toku nauczania,i dziś pomaga mi w naszej "Klimatycznej" kwiaciarni.z dawnymi szefowymi do dziś mam świetny kontakt i żałuję tylko jednej rzeczy że swoją prawdziwą pasję odkryłam tak póżno i tak przez ...przypadek :bravo: :bravo: :bravo:

To i ja opowiem Wam moja historie.

Od dziecka kochalam kwiaty i zawsze zrywalam u dziadkow wszystkie paki w ogrodzie J Jestem troche niewyzyta artystycznie dusza. Kochalam rysowac, malowac, projektowac suknie (glownie slubne) i przede wszystkim pakowac prezenty – na tym punkcie wariuje J

Uwielbiam organze, wstazki, blyskotki itp.

Ale powracajac do tematu – pewnego dnia po prostu florystka (teraz stwierdzam, ze to nie była florystka J) zrobila mi bukiet slubny – inny niż chcialam, o bukiecie swiadkowej nie wspomne... Bylam wsciekla i w zasadzie jestem nadal wsciekla jak tylko sobie przypomne ta wiache. I pomyslec, ze na samochod zrobilam sama dekoracje (moje pierwsze male dzielo J) a bukiet postanowilam oddac w rece specjalistki – jak się okazalo z Bozej laski... pomijam już fakt, ze gdy wówczas prawie-maz odbieral bukiet kobieta zazadala 100zl wiecej niż było ustalone... Malz of course zaplacil.

Stwierdzilam, ze w celu unikniecia potencjalnego rozczarowania na slub brata zrobie sama wszystkie bukiety i dekoracje (przy pomocy Malza i bratowej) i tak się zaczelo J Czasem podziwiam siebie za odwage – ja naprawde się nie balam, jakos wpoilam sobie do glowy, ze to nie może i tak wyjsc gorsze od mojej wiachy z mojego slubu J

Pozniej był kolejny slub kolezanki i kolejny. W miedzyczasie rozwinelam zainteresowania, zaczelam kupowac prase fachowa, przymierzam się kiedys do kursu (zaczelam raz nawet jeden ale okazal się być porazka) – przede wszystkim to lubie, kwiaty sa moja pasja – chociaz wiem, ze musze się wieeeeeeele nauczyc. Ale cale zycie przede mna.

Najbardziej się ciesze, ze moglam poznac niektóre z Was – wirtualnie czy w realu, ze np. z nasza Jola spedzilam mnostwo cudownych chwil a teraz jade na warsztaty – chociaz się boje.

Odwazylam się tez pokazac to co zrobilam niektórym z Was i jeszcze bardziej motywuje mnie to do pracy. To co do tej pory robilam - robilam dla przyjaciol - nieodplatnie. Z zawodu jestem kims nie zwiazanym z branza florystyczna i pracuje sobie w wielkim biurowcu w centrum miasta, ale po cichu mam nadzieje, ze może kiedys będę mogla wszystko kiedys zmienic.

@Goldlight napisał/a:

Uwielbiam organze

no to trochę jej na warsztatach będzie :upup: :upup: :upup:

Piękne te Wasze historie no i przede wszystkim najważniejsze jest to, że robicie to co kochacie i się w tym realizujecie, pozazdrościć :bravojs:

Witam.
Ja od małego dziecka marzyłam o pracy z kwiatami a to przez to że mieszkałam jako 10latka obok szklarni gdzie
hodowano kwiaty,chodziłam na ich wysypisko kwiatów i wybierałam i robiłam bukiety.Powiedziałam sobie że pójdę do szkoły ogrodniczej jednak życie miało inny scenariusz dla mnie.Skończyłam szkołę i podjęłam decyzję że stawiam na rodzinę,wyszłam za mąż i po roku urodziłam córeczkę potem drugą trzecią i synka który niestety zmarł.Dzięki Bogu po jakimś czasie urodziłam drugiego synka miałam problem z pracą bo małe dziecko w up zaproponowano abym zrobiła kurs więc wybrałam florystykę i myślałam że po ty kursie znajdę pracę w kwiaciarni ale nie bo mi powiedziano że po takim kursie i tak nic nie umiem nawet nie dano mi szansy aby pokazać co umiem.Wtedy podjęłam decyzję że się nie poddam.Starałam się o dotację z up ale wtedy nie miałam żyrantów i przepadło.Wróciłam do mojej poprzedniej pracy gdzie byłam kierownikiem działu w markecie ale po roku gadania o moich marzeniach o kwiaciarni mąż namówił mnie aby startować po dotację jeszcze raz.Zaczęłam naukę w studium florystycznym w Gdańsku.
Zrezygnowałam z pracy i pisałam wniosek o dotację z Unii nie udało się ale na drugi dzień stałam już przed up i pisałam wniosek o dotację od nich po 2 miesiącach się udało.Postawiłam na jedną kartę bałam się bo nie miałam praktyki ale dzięki forum E-FLORYSTYKA pomocy waszej fachowym czasopismom mija mi 7 miesięcy jak otworzyłam swoje Studio Florystyczne DALIA.
Przeszłam ciężki bój aby spełnić moje marzenie ale było warto mimo że nie zarabiam takich pieniędzy jak wy(na razie)
ciągle się uczę i się nie poddaję.

Witam
Miłości do przyrody nauczył mnie ojciec , od dziecka obserwowałam razem z nim rośliny rosnące w doniczkach
hodowaliśmy nawet cytrynę z pestki i uszlachetnialiśmy ja dzięki książce prof. Pieniążka
jak zakwitła cała rodzinka się cieszyła .....................
szczepienie różnych odmian kaktusów też robiłam razem z nim
nauczył mnie jak rozumieć las i gdzie szukać grzybów
przez wiele lat suszyłam polne rośliny i robiłam z nich kompozycje

pierwsze kroki z florystyką ,
dostałam się na kurs pomocnika florysty i to był dla mnie raj
wtedy pogłębiałam tą wiedzę dzięki gazetą , książką i forum / na którym byłam obserwatorem przez ponad 2 lata /

nareszcie mam kwiaciarnie i robię to co kocham :loveit: :loveit:

Kwiaty kochałam od zawsze, na wszelkie imprezy kwiaty układałam sama. Wyszło tak, że straciłam pracę i stwierdziłam, że czas się przekwalifikować. Zapisałam się na florystę w cosinusie i teraz pracuję w kwiaciarni. W końcu robię to, co lubię 🙂

facebook